Kryształ w nocnym świetle
Dlaczego zabytkowe żyrandole naprawdę ożywają dopiero po zmroku Wieczór powoli zapada nad pałacem. Za wysokimi oknami gaśnie ostatni błękit nieba. W sali balowej panuje jeszcze cisza. Służba kolejno zapala świece umieszczone na ramionach ogromnego kryształowego żyrandola. Początkowo wnętrze rozświetla zaledwie kilka spokojnych płomieni. Nagle pierwszy promień światła trafia w oszlifowaną powierzchnię kryształu. Chwilę później drugi. Trzeci. Po kilku minutach światło nie tylko oświetla salę – zaczyna po niej wędrować. To właśnie dla takich chwil powstawały historyczne żyrandole. Nie dla światła dziennego. Nie dla muzealnych reflektorów. Lecz dla ciepłego, żywego płomienia świecy. Dzisiaj najczęściej oglądamy je nieruchomo zawieszone pod sufitem. Podziwiamy kunszt wykonania, liczbę ramion, precyzję szlifów i piękno kryształów. Widzimy przedmiot. Ich twórcy chcieli jednak, abyśmy zobaczyli coś zupełnie innego. Światło.
Czytaj artykuł →